Poszłam ci ja w las…

        Z lasu wygoniły mnie komary oraz coś rzuciło kłody wprost pod moje nogi!

Tak więc: w tył zwrot i ku słońcu marsz!

        Opłaciła się zmiana kierunku bo wędrując na skraju lasu napotkałam cudne rośliny i z nich skomponowałam sobie leśny ogród. Nie pielony, nie strzyżony, pełen bzyczących pszczół i grubaśnych trzmieli, rośnie tak jak chce. Natura w pełnej, słonecznej krasie.

       

Dziękuję komarom za kąśliwy nakaz opuszczenia lasu:)

Mrówka spaceruje

        A jakże!  Spaceruje sporo i regularnie patroluje okoliczne, miejskie lasy. Żeby nie było, że leniwa, ospała i zastygła w lipcowym gorącu. Pracowicie zgarnia do kopca wszystko co zielone, słoneczne i promienne nie gardząc też odrobiną wilgoci z leśnych ostępów. Wszystko przyda się na mroczną, słotną jesień i zimową zimę. Takie zapasy będą w kopcu w tym sezonie!

        Na początku, późną wiosną, było mokro…

        Czyżby do lasu przybyli Indianie i jakieś prawie Baobaby wyrosły?

Wreszcie nastał słoneczny czas i wysuszył zielony las! Uff… Jak gorąco… Ach, jak błyszcząco…

        Czasem jednak, las ciemnieje od burzowych chmur. Ale też jest ładny 🙂

I co? Może być tak zaopatrzona spiżarnia? Na zielono?

Słonecznie, majowo, sportowo – po prostu boiskowo!

        Zagadało do mnie, zachęciło, pustą bramką zaklekotało i na spotkanie zaprosiło, boisko z  bratniego bloga Posiaduszki u alElli

        Biegnąc na „moje” boisko, okoliczne drzewa i krzewy ustroiłam na biało, aby było ładnie.

Oto jestem już tuż, tuż.

A dalej to już trawa, drzewa, trawa, trawa… Równo, gładko, po piłkarsku w pasy wystrzyżona murawa.

Ach, jak to czysto, równo, gładko i bez śladu kibolskiego wandalizmu. Nooo… Nie zawsze tak tu było.  Ale po kolei…

        Zaczęło się w latach dwudziestych ubiegłego wieku od zwykłego kopania piłki w wykonaniu mieszkających w okolicy mężczyzn, głównie robotników i młodzież. Tak się w tym kopaniu rozmiłowali, że wkrótce  Klub Sportowy założyli, który trwał i trwał przez długie lata, nawet w te wojenne. Bardzo pomagał patronat pobliskiej Fabryki Sody Solvay. Po wojnie, piłkarze i ich wierni kibice w ramach „czynów społecznych” zbudowali sobie prawdziwy Stadion co się zowie! Oczywiście w standardzie ówczesnych boisk czwarto, pięcio lub ileś tam ligowych. Takiego go pamiętam z dziecięcych lat: pośrodku zielony plac i bramki, trawiasto-betonowe amfiteatralnie sytuowane siedziska dla kibiców i drewniana buda ze schodkami (chyba dla sędziów?) a wokół boiska bieżnia wysypana żużlem. Bo zawody motorowe tu też bywały. Pamiętam do dziś zapach rozgrzanego żużlowego pyłu wydobywającego się spod kół stalowych rumaków. I ten ryk maszyn…

O, zachował się fragment betonowego schodka wyznaczającego trybunę dla kibiców 🙂

        Od zawsze miejsce to nazywano Stadionem. Żadne tam boisko. Nawet gdy już zlikwidowano zawody żużlowe, nawet w okresach finansowych i inwestycyjnych niedostatków. Bywało tu obskurnie i brudno, bywały tu zgrupowania amatorów picia piwa z flaszek. Oczywiście wieczorami, bo za dnia i letnią porą odbywały się tu lekcje Wychowania Fizycznego dla dzieci z pobliskiej Szkoły Podstawowej. Och, nie wspominam tego miło. Nie lubiłam biegania na bieżni, skoków w dal na boiskowej murawie oraz przebierania się w krótkie, granatowe szarawary z gumką. Brrr… Spodenki były uszyte i błyszczącej podszewki, a stój gimnastyczny uzupełniała biała koszulka i  tenisówki. Czasem, gdy „Pani od WF” miała dobry humor pozwalała na zabawę w Podchody zamiast lekkoatletycznych ćwiczeń. Takie chowanie się w okolicznych krzakach bardziej mi odpowiadało:)

       

Całkiem „na bogato”. Trzeba przyznać, że miasto dba i inwestuje w obiekty na tym stadionie. Jest to teren dostępny dla wszystkich do rekreacji i małego sportu. Tylko główna płyta boiska zamknięta, ale jest otwarty „na okrągło” kort tenisowy, boisko do siatkówki plażowej, małe boisko piłkarskie i zakątek z urządzeniami podobnymi do parku linowego. Kryta balonem hala do treningów zimowych. Działa nadal ten leciwy i zacny już Klub Sportowy, Szkółka Piłkarska dla dzieci i wiele jeszcze innych działalności. A czasem organizowane są okolicznościowe imprezki kulturalne dla mieszkańców w stylu rodzinnych pikników. No to ja też tam mogę trochę poużywać tej murawy i poskakać po zabytkowych oraz nowoczesnych trybunach dla kibica? Mogę nawet podglądać zajęcia młodocianych piłkarzy ( och, jak te dzieciaki po trawie brykają!) gdy już tu powrócą. I może powyginać się troszkę na uboczu? Nawet wypatrzyłam takie miejsce, na skraju zabytkowych trybun, w lekkim dołku w dodatku ozdobione kaczeńcami oraz stokrotkami. Dla mnie jak ulał! Nie jest nigdzie napisane, że wstęp tylko dla młodzieży!

Hej, hej blogowy, boiskowy przyjacielu! Macham z daleka i pytam czy też jest ci smutno z powodu braku piłkarskich kopów w piłkę na murawie? Czy też tęsknisz za gwarem dzieciaków z piłkarskiej szkółki? Czy chcesz usłyszeć donośny gwizdek sędziego i krzyczących na trybunach kibiców? Bo ja bardzo… Ta cisza aż mi w uszach dzwoni.