Pada deszcz? A ja idę na plażę!

        No, co? Wczasowicze spacerują w deszczu nad Bałtykiem słono za to płacąc, a ja mam to tutaj prawie całkiem za darmo. Deszczowa solidarność z pechowymi urlopowiczami kosztuje mnie prawie tyle co nic… Dwa bilety ulgowe po 1,40 zł za 20 minut podróży z Miejskim Przedsiębiorstwem komunikacyjnym i zdrowotny spacer gratis! Taki miejski pakiet urlopowy.

        Ruszam zatem nie zważając na słotę, gotowa wykorzystać każdy moment rozjaśnienia, a nawet przebłyski słońca co być może się zdarzą. Hi, hi, hi… Zdarzyły się, ale nazajutrz i dlatego część zdjęć ma pogodne niebo. Tak, spacer miał dwie odsłony aby fotograficzne obrazki ładne były. Sprytny trick?

           Oto most na mojej drodze. Nie zawaham się wyrazić, że to jest Pan Most z dużej litery pisany choć miejskie władze nazwały go zwykłą kładką. Co za afront i ignorancja skoro Pan Most taki wystrojony w figury linoskoczków i niezliczoną ilość żelaznych symboli „miłości aż po grób”. Serce się raduje, że też młodzież tak chętnie przystępuje do trwałych związków i radośnie oznajmia światu zamiar dozgonnej miłości zakładając solidne kłódki na balustradzie Pan Mostu.

100_8203

   100_8204100_8254100_8207

Spoglądam w dół z lekką zadumą nad ilością kłódkowych kluczy, które zalegają chyba na tym wiślanym dnie… Może kiedyś powstanie tu metalowa wyspa „spełnionych uczuć”?

100_8212

        Taki to jest romantyczny aspekt istnienia kładki, która tak naprawdę nosi imię zakonnika, ojca Bernatka, założyciela szpitala Bonifratrów położonego nieopodal owej przeprawy przez Wisłę. Popularnie mówi się: Kładka Bernatka, a krakowscy zakochani wiedzą swoje i zakuwają miłosne kłódki na potęgę. Może to i lepsze niż niegdysiejsze wycinanie serc na korze drzew? Bardziej Eko?

        Tuż za mostem mam namiastkę portu żeglugi… No, może nie wielkiej i nawet nie rzecznej. Szczerze mówiąc są to barki-restauracje zacumowane całkiem nieruchomo u brzegu. Pomijając ten praktyczny szczegół, przy odrobinie wyobraźni, można poczuć się jak morski wilk, porozkoszować wilgotną bryzą z zapachem wody, przywołać morskie wspomnienia. Tym bardziej, że ruch na wodzie jest. Cicho suną  łodzie, statki i stateczki, barki oraz tramwaj wodny. Ahoj!

100_8261

100_8210

100_8264

        Ja wybieram pieszą trasę, z biegiem rzeki za cel mając Miejską Plażę na Bulwarze Kurlandzkim. Tup, tup, tup… Właśnie mijam położony na drugim brzegu, ciekawy architektonicznie, obiekt: Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora „Cricoteka”. Osobliwość budowli polega na tym, że zabytkowy budynek starej elektrowni nadbudowany został nowoczesną bryłą architektoniczną wyposażaną w lustrzane podbicie gdzie odbija się obraz posadowionego poniżej zabytkowego budyneczku. Interesujący widok.

100_8244

100_8240

100_8267

Wszystko pięknie, ale kto i kiedy podłożył nam tę świnię? Doprawdy nie wiem. Nie wiem też czy ma to związek ze sztuką Kantora czy też jest to dzieło jakiejś awangardy czy po prostu zwykły żart. Nie wiem i już. Tuptam dalej. Tup, tup, tup…

Już za chwilę przystaję zdumiona gdyż… Trasa zmusza spacerowicza aby wznieść się chwilowo z poziomu rzeki na poziom zabudowań miasta i tu spotykam fragment wiejskiej łączki… Urocze zjawisko w środku miasta!

100_8291

Kilka kroków dalej – ogród! Miejsce zwane Ogrodem Pamięci poświęcone jest zadumie nad losami polskich Żydów. Bardzo ładny skwer ławeczkami do odpoczynku i chwil refleksji.

100_8271

Tup, tup, tup… Smagana deszczem dzielnie brnę dalej bo w oddali majaczy już jasna smuga plażowego piachu. Mój cel jest tuż, tuż!

Oto i ona – miejska plaża z „łachą” piasku, trawnikiem do polegiwania albo posiadywania, wygodnymi leżankami, ławeczkami, boiskiem, huśtawkami… No, cóż. Riwiera Turecka to nie jest, zakaz wejścia do wody hamuje zachwyt, ale… Lepszy rydz niż nic!

100_8277100_8280100_8285100_8222100_8221

Nad plażą góruje okazały budynek apartamentowca „Wiślane tarasy”. Hi, hi, hi… Wygląda jak parowóz albo parostatek! Tak, tak! Parostatek! Pasuje tu jak najbardziej jako element krajobrazu plażowego.

100_8276

No i to już koniec atrakcji… Zmokłam i zmarzłam dostatecznie jak na letnie plażowanie w mieście. Wracam odwiedzając po drodze mój ulubiony zakątek refleksji nad tragedią ludzi w czas niemieckiej okupacji. Plac Bohaterów Getta dawniej Plac Zgody. Kamienne krzesła rozrzucone na rozległym placu przypominają wygląd tego miejsca tuż po likwidacji żydowskiego getta. Podobno, po wyprowadzeniu zgromadzanych przed  transportem do obozów śmierci mieszkańców żydowskiej dzielnicy, tak właśnie ten plac wyglądał… Niektóre krzesła „ubrano” w ręcznie wykonane szydełkowe pokrowce, które jeszcze bardziej symbolizują utracone tu ludzkie życia. Na pomnikowych krzesłach można usiąść aby pomyśleć i poczuć… Żaden inny pomnik pamięci nie robi na mnie większego wrażenia niż ten plac z krzesłami.

100_8238

Na zakończenie plażowej wycieczki odwiedzam nadwiślański zakątek starego Podgórza z Pomnikiem zacnego Prezydenta Miasta. Dokumentuję fotografią odnowione kamieniczki, dostojną wieżę Kościoła św. Józefa i nostalgiczny widoczek na kochaną Wisłę.

100_8295100_8246100_8307

Och, słońce wychodzi! Koniec deszczu, mogę iść do domu.

 

Logo blogspotowetekst jest też tutaj, w Koszyku!

Reklamy

Babskie ploteczki inspiracją wizyty u Króla Kraka

Moje szkolne koleżanki często organizują wesołe, niekoniecznie wspomnieniowe spotkania. Tym razem zaproszenie nadeszło od uroczej właścicielki posesji usytuowanej w sąsiedztwie naszej dawnej szkoły. Ach, będzie jednak okazja do wspomnień! Podążam więc ochoczo szlakiem, dawniej codziennych, szkolnych wypraw. Ufff,  znajome schodki do szkoły „pod górkę” – tak miałam! Oto i okazały budynek  dawnego Liceum usytuowany u wrót pięknego, bo pagórkowatego  parku. Nadal jest tu szkoła, lecz o innym zgoła profilu. Obecnie prowadzi się tu kształcenie zawodowe, głównie gastronomiczne. W związku z tym w miejscu dawnej pracowni fizyki gdzie była moja izba intelektualnych tortur – teraz urządzono restaurację. Chyba nie odważę się tam nic zjeść… Hi, hi, hi… Spoglądając w te okna wciąż czuję  nieprzyjemną gulę w gardle na wspomnienie srogiego „Fizyka” o swojskim przezwisku „Wujo”. Że też udało mi się jakoś przeżyć ten „fizyczny” stres!

100_8094

Ach, co było to było, po latach można rozkoszować się urodą okolicy. Tuż obok szkoły mamy przestronny Rynek Podgórski – reprezentacyjny plac i serce całej dzielnicy z górującym nad nim dostojnym Kościołem św. Józefa.

100_8108

Jeszcze kilkanaście kroków ostro w górę i wpadam w przyjazne objęcia licealnych koleżanek. Jakże pasujemy wszystkie do tej okolicy! Po  sympatycznych „ochach” i „achach” – pękam z zazdrości! Taki widok z okna salonu i sypialni!

100_8100

100_8103

Oooo, żesz…Ty! Syczę zazdrośnie: Ale masz codzienną radość o poranku, otwierasz rano oczy… I od razu zabytek! Nie, to nie sen, to prawdziwa, zabytkowa kościelna wieża na wprost nosa!

Jak nie zazdrościć? No, jak? Hi, hi, hi…

Atmosfera spotkania, uroda miejsca i wspomnień czar powoduje, że za dni kilka wracam w te okolice kontynuując spacer tym razem wędrując stromą uliczką jeszcze wyżej! Aż na wzgórze zwieńczone Kopcem Krakusa.

100_8115

No i taka tu jest panorama… Kraków jak na płaskim talerzu podany!

100_8133

100_8118

W dalekiej dali, we mgle, majaczy większy kolega omawianego teraz kopca – Kopiec Kościuszki.

100_8142

A tu, nomen omen, kopcą kominy miejskiej elektrociepłowni… W dalszej dali Nowa Huta już mniej kopcąca kominami, ale z własnym historycznym Kopcem Wandy, córki króla Kraka. Niestety jest niewidoczny z tej dali… Trzeba mi uwierzyć na słowo.

100_8114

Wieża telewizji Kraków, z tyłu słabo widoczny Klasztor Kamedułów Na Bielanach

100_8139

Wzgórze Króla Kraka poprzedza nieco mniejsze wzniesienie z ruinami dawnych fortyfikacji oraz maleńkim kościółkiem św. Benedykta. Wnętrze kościółka podziwiać można tylko jeden raz w roku podczas trwania odpustu Rękawka przypadającego zwyczajowo we wtorek po Lanym Poniedziałku na Wielkanoc.

100_8111

100_8109

Trzeba wiedzieć, że Krak, pierwszy władca zacnego grodu nad Wisłą, dobrym i kochanym królem był. Gdy wypełnił się jego czas, wyrazem umiłowania przez lud było wzniesienie tegoż kopca w miejscu królewskiej mogiły. Budulec czyli ziemię wnoszono na wzgórze siłą ludzkich mięśni i w czym kto miał – często były to obszerne rękawy ówczesnych szat. Stąd określenie Rękawka ściśle związane z krakowską dzielnicą Podgórze i jej krzemionkowym wzgórzem. Od strony centrum dzielnicy, w okolice Kopca Kraka wiedzie ulica Rękawka.

Z drugiej strony, z drugiego „naprzeciwka” mamy kamieniołom, miejsce ciężkich robót więźniów z niemieckiego obozu koncentracyjnego Płaszów. Niestety, mój aparat fotograficzny w tym miejscu zawiódł i zdjęcie kamieniołomu całkiem „nie wyszło”. Tym samym nieudolność fotografki oszczędziła czytelnikom tego smutnego zakończenia spacerowej relacji. Możemy zapamiętać poczciwego Kraka, który być może spoczywa w głębi swojego Kopca choć żadne badania archeologiczne tego nie potwierdzają. Co nam jednak szkodzi w to wierzyć? Phi!

100_8113

A tymczasem, pod Wawelem rozrosło się takie drzewo z konarami tuż przy ziemi

100_8145

Kościół Mariacki stoi na swoim miejscu, ale skoro taki ładny to go pokazuję:))

100_8149

Nawiązując do pierwszej części tej notki wypada mi stwierdzić, że bardzo pożytecznie jest mieć inspirujące koleżanki!

Logo blogspotowetekst jest też tutaj

Międzyblogowe podróże zdziwionej Mrówki

” Uwaga!  Żarty – proszę zachować  poczucie humoru”

mrówkaJak już wiadomo w pobliskiej blogosferze, przeprowadzka i budowa nowego mrówczego kopca były bardzo wyczerpujące. Po ustawieniu podstawowych mebelków i zawieszeniu firanek wydawało się, że nastał czas zimowego wypoczynku. Udało się zaliczyć malutką podróż w całkiem realnym zimowym pejzażu, pomóc w budowie wirtualnego pomnika, a zaraz potem zanurzyć w blogowym nieróbstwie. Długo nie trwało…

znak drogowySąsiedzkie wizyty wykazały niepokojące zjawisko: w komentarzowym drzewku Goździk oprawiono w czerwone kółko co czyniło go podobnym do drogowego znaku zakazu ruchu… Dla Goździków wstęp wzbroniony? Nie może to być! Na sąsiedniej gałązce pyszniły się śliczne Usteczka bez czerwonej otoczki, a tuż obok szlochał biały Orzeł, któremu pąsowym kółkiem podcięto skrzydła! Temu Orłu?! Skandal i szok spowodował nerwowe konsultacje i międzyblogowe przymiarki na komentatorskich drzewkach. Co to? Jak to? Dlaczego? Usteczka z Orłem  poskakali po okolicznych drzewkach, pomyśleli i wydedukowali, że piksele im uciekły poza ustawową, krągłą ramkę. A Goździk się mocno zadziwił bo tylko u Mrówki nie zmieniano go w znak zakazu.  No, no… To jak? Można podrzemać troszkę w spokoju? Nie długo trwało.

Untitled 3Usteczka dążąc niestrudzenie do blogowej doskonałości wstawiają, ulepszają, upiękniają aleblogowe gospodarstwo. Ot, tak po prostu zakwitły tam łany goździkowe /widget „Blogi obserwowane”/ a w sekretnym zakątku /wiem gdzie on jest!/ odkurzono i ponownie posadzono dawno zapomniane goździkowe skarby. Wielki i piękny czerwony goździk /zwany dla niepoznaki pomarańczowym/ niczym ekstra ordynaryjna pieczęć zabezpiecza końcowe obszary bloga.  Mrówka zawstydzona skromnym swym ubiorem wnet przyodziała nowe szatki aby na goździkowej łączce blogów obserwowanych prezentować się godnie. Wszak w tak doborowym towarzystwie nie uchodzi brzydkim być. O, nie!

Spokoju próżno oczekiwać w okolicznościach placu budowy nowych blogów. Oto bowiem pracowite Usteczka szepczą: „Widzę kto do mnie przychodzi, widzę nawet tych, co cichaczem się skradają nie pozostawiając śladu obecności”… Powzięto podejrzenie, że obrazki /awatary/ w widecie „Społeczność” symbolizujące gości zmieniają swą kolejność za każdym razem gdy ktoś odwiedza stronę bloga.

Nie do wiary! Sprawdzam! Wsiadam na blogowy, wirtualny pojazd nazwany słodko „Blogspotkiem” bowiem z bloga blogspotowego wszystkie  łącza wygodne i kojarzy się ta nazwa z kosmicznym spodkiem jakimś. Hi,hi,hi… Odwiedzam znajome blogi raz za razem. W te i wewte. I nazad! I znów do przodu! Sprawdzam położenie Goździka i… Dziwię się niezmiernie bo Goździk stoi w miejscu jak zaklęty. Pozycji w szeregu nie zmienia.

A tymczasem Usteczka kusząco szepczą do mrówczego ucha: Wstaw widgecik, wstaw widgecik… Będziesz śledzić swoich gości. Wstaw, wstaw.

No, nie mogę! Nie mogę się oprzeć i ustawiam zakładkę „Bywają w kopcu mrówki”. Wtedy to dopiero narobiło się ambarasu.

goście mrówki

Usteczka krzyczą: „Widzę! Widzę „Mrówkojady” /!/ koło kopca. Trzeba zmienić nazwę zakładki! Ktoś serwuje kawę z pianką i wdarły się tam dwa koty! Uważaj na mrówcze jajeczka! Jeden z gości działa na dwa fronty: podgląda przez dziurkę od klucza i zza krzaków…”

Kolejny Usteczkowy komunikat:” Na peerelku, tuż obok, pojawili się cichociemni… Przychodzą, oglądają i nic nie mówią…”

No to jazda! Kontroluję, sprawdzam, wizytuję i notuję pozycje poszczególnych gości na wszystkich znajomych blogach przy okazji podbijając frekwencję ich autorom. Wirtualny pojazd już na wyczerpaniu, mrówcze łapki i skrzydełka również. Brakło sił. Dobranoc.

A nazajutrz… Od samego ranka Usteczkowe komunikaty:

 – „Goździk na pierwszym miejscu w podglądaczach, za nim podąża Orzeł!”

– „Cała Goździkowa Trójka /Usteczka, Goździk oraz Orzeł /w czołówce peletonu podglądaczy!”

–  „Orzeł goni Damę w Kapeluszu!”

– „ Jeden z Gości podgląda Mrówkę przez dziurkę od klucza, a Peerelek zza krzaków!”

– „u Orła nie ma Usteczek! Buuu…

Myślę sobie: a jak mają być skoro orły mają dzioby zamiast ust…

Och, już są! Jaka ulga…”

Myślę sobie: jakim cudem znów?

– „ po zmianie opcji kilka na więcej w Społeczności pojawiają się niezidentyfikowane obiekty!”

No i co z tego wynikło? Wniosek, że obrazki odwiedzających zmieniają się losowo niezależnie od wizyt gości… Tyle biegania i taki wniosek…

A tak, biegania było aż nadto. Doszło nawet do wędrówek pomiędzy różnymi, elektronicznymi urządzeniami w charakterze Niemrówki celem sprawdzenia działania „z zewnątrz” kolejnego widgetu. Wtedy to dowiedziałam się, że taki sprawdzacz powinien być w odpowiednim stopniu obcy więc się nie nadaję… Ot!

Takie to były Usteczek z Goździkiem wirtualne zabawy. Wesoły sposób na odreagowanie stresu, uczucia zawodu powodowanego wygnaniem z onetowego łona, a także na oswojenie nowego blogowego otoczenia. Przy okazji można chyba sobie przyznać tytuł absolwenta Wirtualnego Uniwersytetu Trzeciego Wieku na wydziale obsługi blogów? Można? No to przyznaję.

Cóż teraz? Pozostaje żyć w tym nowym kopcu, składać jajka i się rozmnażać:))))

Ten tekst jest też tutaj Logo blogspotowe