A tak to się wszystko zaczęło

flaga francuskaJest wiosna roku  1991. Na dziedziniec Szkoły Rolniczej w podkrakowskiej wsi zajeżdża autokar na francuskiej rejestracji, wypełniony grupą młodzieży. Młodzież, nauczyciele oraz pracownicy szkoły zaciekawieni oglądają niespotykanej urody pojazd /piętrowy!/ . Pierwsze próby kontaktu ujawniają naszą bezradność. Nikt z nas nie mówi po francusku !!! Owszem, nauczamy języków obcych, mamy świetnych nauczycieli języka rosyjskiego oraz niemieckiego. Klapa…

Goście pokazują na migi, że są głodni oraz zmęczeni….A to przecież moja działka w tej szkole, więc zostaję wytypowana do dalszych rozmów. Przytomnie zarządzam wpierw nakarmienie całej grupy – co jest łatwe bo mamy stołówkę i właśnie gotujemy obiad. Dorzucenie czegoś do kotła nie jest problemem. Mamy też miejsca noclegowe /internat/ więc wędrowcy mogą się umyć i odpocząć.

Niestety, dalej jest już tylko gorzej. To placówka państwowa, kto za to zapłaci, ze wszystkiego trzeba się rozliczyć, tu nie pomogą już uprzejme uśmiechy. A w ogóle…skąd oni się tu wzięli???????

 Moja szkolna znajomość  angielskiego to za mało /goście umieli jeszcze mniej/ w tak ważnych sprawach. Więc pakujemy kierownika grupy do służbowego ……………. M A L U C H A..    i jedziemy do Konsulatu Francuskiego w Krakowie. Tam sprawa się  wyjaśnia.

 W związku z przemianami politycznymi w Polsce – we Francji ruszył właśnie program edukacyjny  „Poznajemy  Europę Wschodnią” no i ….  jesteśmy u Was, chcemy poznać Wasz Kraj oraz Was. SUPER ! Ale dlaczego nikt nam wcześniej o tym nie powiedział?????? Tego nie wiemy do dziś !

No cóż, „gość w dom…..” staropolska gościnność zobowiązuje, a do tego jesteśmy przecież mistrzami improwizacji !!!!!!

Sprawnie organizujemy serię wycieczek, mamy co pokazać : Kraków, Wieliczka, Oświęcim, Zakopane….atrakcji dość .

Logistyka już opanowana, trochę wstydzimy się naszego niskiego standardu /wkrótce okaże się, że niepotrzebnie…TAM jest tylko trochę lepiej!/. Staramy się nadrobić dobrym jedzeniem. Na śniadanie serwujemy wszystko co najlepsze: sery, szynkę, pomidorki, jajecznicę….Ale nasi goście ledwo skubnęli bułeczkę i dżem….do szklanek nalewają wodę z kranu /!!!!/ Jak powiedzieć, że TA woda bez przegotowania nie nadaje się do picia????? Więc nie mówimy nic, na szczęście wszyscy przeżyli ten kontakt z naszą wodą. Ale teraz już wiemy: Francuz na śniadanie je tylko pieczywo i dżem, chętnie pije mleko i kawę. A do obiadu i kolacji trzeba podać duuużo wody niegazowanej. Herbata – precz!!!!

Śniadanko jedzą marne więc około godz 12-tej w południe dopada ich głód i wtedy trzeba koniecznie dać coś do jedzenia. Inaczej są źli, nieprzyjemni i w ogóle …szkoda gadać….  Nie ma mowy o ciepłym jedzeniu gdy zwiedza się miasto lub podziwia  Tatry. Pamiętajmy – jest rok 1991 – nie mamy jeszcze Fast Foodów na każdym rogu, restauracje wymagają rezerwacji i są bardzo drogie. Nauczyliśmy się  organizować pikniki z kanapkami, jajkami na twardo i tym podobną piknikową klasyką. To okazało się strzałem w dziesiątkę!!!!

Wieczorne biesiady trwały długo, ozdabiane wzajemnymi prezentacjami piosenek, a nawet Hymnów Narodowych.To wtedy zachwyciłam się Marsylianką. Zaśpiewana z entuzjazmem przez radosnych młodych ludzi, z charakterystyczną gestykulacją – niezapomniane wrażenie. Trudności językowe jakoś zniknęły, ręce i resztki angielskiego wspomagane przez ogrom sympatii dokonały dzieła. Przyjaźń Polsko -Francuska została zawarta w niewielkiej wsi podkrakowskiej.

Oczywiście w rewanżu zostaliśmy zaproszeni do Francji!!!! Co za radość dla nas, pokolenia wychowanego w PRL -u zamkniętych granic !!!

Jedziemy do Francji!!!!    Cóż to była za podróż !!!  Starym, sfatygowanym Jelczem na twardych siedzeniach z dermy. Jazda ok 30 godzin, bez przerwy, bez ciepłego jedzenia i picia. Pierwszy raz po autostradzie, wleczemy się prawym pasem popędzani klaksonami / kto mógł wiedzieć, że szybciej nie możemy?????/ wzbudzając sensację na parkingach. Ale za to na miejscu jesteśmy witani po królewsku ! Czeka na nas lokalna prasa, ukazują się zdjęcia i wywiady ! Odwiedzamy wiele miast i miasteczek, wszędzie  mamy Audiencję u miejscowego Mera. Jesteśmy goszczeni jak delegacja państwowa. Jedziemy naszym Jelczem do Paryża ! Płyniemy Sekwaną ! W weekend zapraszają do prywatnych domów, poznajemy rodziny i….tak zaczęłą się długa, wieloletnia wymiana gości oraz  prawdziwa przyjaźń, już nie tylko służbowa ale trwająca do dziś w prywatnych kontaktach.

A w szkole wprowadzono do nauczania język francuski.

Teraz już wiecie dlaczego tak kocham Francję???????

amor019

Reklamy

6 myśli na temat “A tak to się wszystko zaczęło

  1. Bardzo przepraszam wszystkich, a zwłaszcza ostatnich moich gości, Panów o nickach: wac oraz sondek za usunięcie wpisów. Stało się przypadkowo, podczas korekty zamieszczonych wcześniej flag. Panowie, bardzo słusznie, zwrócili uwagę,że omyłkowo zamieściłam flagę rosyjską zamiast francuskiej. Jest mi wstyd za to niedopatrzenie, starałam się błąd naprawić i przy okazjii straciłam wpisy. Jeszcze raz bardzo przepraszam i dziękuję za tą uwagę.

    Polubienie

      1. Jasne, bierzcie po serduszku i kochajcie Francję razem ze mną! Nie chciałam aby było wrażenie,że usuwam niepożądane wpisy. To byłoby niehonorowo bo co racja to racja.Dostałam nauczkę i będę bardziej uważać na obrazki.Pozdrawiam!

        Polubienie

  2. Ja też bym chciała serduszko i też bym chciała kochać Francję 🙂 Ale ja się samym serduszkiem nie zadowolę 😉 Poproszę o nowe notki, dużo notek :)))”Komu w drogę, temu sznurowadło!”.

    Polubienie

  3. już nie przypadkowy wędrowiec się kłania.Usmiałam się z tego JELCZA i ich śniadanka. Póki głowy nie wystawimy za granicę niewiele wiemy. Te ich śniadanka????? nie ma to jak nasze.Ty Kochasz Francję tak jak ja muzykę arabską. Znajdę czas na inne Twoicj notek przeczytanie. Na dobry początek zaczęłam od ostatniej. Pozdrawiam serdeczniehttp://turystykaemerytki.blog.onet.pl/

    Polubienie

    1. Z JELCZEM była jeszcze jedna przygoda: rozpadła się nam przednia szyba /od uderzenia kamyczka, przypadkowo/. Nasi gospodarze stawali na głowie aby załatwić szybę zamienną ale….takiego typu i rozmiaru próżno szukać. Na szczęście dało się przełożyć szybę tylną do przodu, tył zakleić folią i tak wracaliśmy do Polski. Wyglądało to jakbyśmy wracali po wojnie….

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s