"Francuska" na niemieckiej ziemi

         Tajemnicza „Francuska”  to wielkiej urody i niemal kultowa w Niemczech Rzeka Mozela (Mosel). Urodzona we francuskich , mrocznych Wogezach , jest najdłuższym dopływem Renu. Płynie….. co ja mówię!  Ona wije się i tańczy wdzięcznie /podobno w rytmie Swingu…tak słyszałam/, doliną otoczoną dwoma wzniesieniami Hunsrück i Eifel . Meandrami i zakolami na długości ponad 500 km biegnie Mozela do swego niemieckiego przyjaciela , równie kultowego dla Niemców – Renu .  Łączy się z nim w Koblencji. To tu znajduje się tzw  Niemiecki Róg (Deutsches Eck) .

 blog_gn_334926_5895586_tr_deutsche_eck

/jak wyraźna jest różnica w barwie wody ta jaśniejsza to Ren, a błękitna to nasza Mozela/

Niemcy kochaja swoje rzeki. Ulubioną formą rozrywki rodzinnej są tu rejsy statkami wycieczkowymi. Niemcy kochają rzeki ale i bardzo o nie dbają. Wszystkie większe rzeki pracują jako szlaki transportowe, a jednak utrzymane są w nienagannej czystości. Wszędzie, nawet w dużych miastach można się w nich kąpać bez obawy. Wiele miast buduje rzeczne kąpieliska miejskie o bardzo ciekawej nieraz  konstrukcji.

W całej dolinie Mozeli panuje niezwykły, wręcz śródziemnomorski klimat. Dzięki temu rozkwitła tu uprawa winorośli. Winnice zakładali tu już 2000 lat temu Rzymianie i Celtowie. Powszechne są tu zabytki ich kultury. Poczynając od najstarszego w Niemczech miasta Trewir /Trier/, poprzez liczne ruiny rzymskich domostw kończąc na pojedynczych kolumnach i fragmentach budowli które spotkać można niespodziewanie, tak po prostu, wśród miejscowych pól.

 blog_gn_334926_5895586_tr_trewir Oto prastara ,pochodząca z czasów rzymskich „czarna brama” w Trewir

       Wina Mozelskie to głównie szczególne odmiany Rieslinga o niebiańskim wprost smaku. Próbować wina najlepiej w małych rodzinnych wytwórniach. Można tam dokonać gratisowej degustacji niekoniecznie dokonując zakupu. A wina produkowane w takich wytwórniach nie trafiają na półki supermarketów….. o nie ! Dystrybucja odbywa się prywatnymi kanałami na indywidualne zamówienia klientów. Proszę mi wierzyć jakość i smak daleko odbiegają od masowej produkcji. Są   B O S K I E  !

Winorośl to niezwykła roślina.Tak wdzięcznie poddaje się kształtowaniu ludzką ręką, tak pięknie prezentują się równiutkie rzędy tych krzewów. Praca przy nich jest ciężka. W wielu miejscach uprawę prowadzi się na stromych stokach o nachyleniu nawet do 80 %.Uprawa ziemi w takich warunkach to zadanie godne naszych górali. Zachwycona i zakochana w tych roślinach postanawiam, że w następnym życiu zajmę się uprawą winorośli. To postanowione !

Na Mozeli  panuje ruch jak na autostradzie. Płyną tu wielkie barki, luksusowe jachty, motorówki, pontony i kajaki. Płynąć może każdy, nawet najprostszą łódką. Rzeka pokonuje spore różnice wysokości terenu. Aby żegluga była możliwa istnieje gęsta sieć śluz.. To dopiero atrakcja !  Śluzy są samoobsługowe! Trzeba osobiście zamykać i otwierać odpowiednie przepusty. Różnica poziomów wody wewnątrz śluzy jest duża. Przeważnie trzeba opuścić się wraz z łodzią na głebokość kilkunastu metrów.

Pewnego razu…… dostaliśmy się do pomieszczenia śluzy w towarzystwie Luksusowego Jachtu… Nasza mała łódeczka wyglądała jak Kopciuszek. Nic to. Imponujemy za to znajomością obsługi mechanizmu.W trakcie upuszczania się w dół przepastnej i mrocznej odchłani –  z Luksusowego Jachtu rozległa się przejmująca muzyka klasyczna. Zamarliśmy pod wrażeniem prawdziwego „wstąpienia do piekieł”…. niezapomniane wrażenie nagrodzone oklaskami po wypłynięciu na powierzchnię.

Żegnaj cudna „Francuzeczko”

 blog_gn_334926_5895586_tr_mozela

Reklamy

15 myśli na temat “"Francuska" na niemieckiej ziemi

  1. Fajnie jest, jak rzeki współistnieją z miastami i nie odwracają się do siebie nawzajem plecami. Szczególnie lubię kawiarnie ze stolikami na nabrzeżach.

    Polubienie

    1. No i wyszła z Was, kochane, natura „mieszczucha”…cha, cha, cha… a wędrować z plecaczkiem z biegiem rzeki, a płynąć łódką i męczyć się z mechanizmem śluzy….to nie?????Cóż co mrówka to mrówka…. Nie gniewajcie się koleżanki za tą ironię, ona żartobliwa jest. Każdy lubi co innego „tak było i tak jest”Całusy dla Was a na kawę spotkamy się za kominem….

      Polubienie

      1. Wiem, że żartowałaś droga Mrówko, ale mnie na poważnie się ciśnie pytanie: co ma piernik do wiatraka? Co ma upodobanie do wędrowania i pływania do wypicia kawy na zagospodarowanym nabrzeżu, jak to piszesz – jest w Niemczech nad rzekami i jak ja to widziałam w Paryżu i Budapeszcie na przykład, kiedy się już dopłynie do miasta. To cudowne przecież usiąść w kawiarni, pić kawę i patrzeć na rzekę po zmaganiach ze śluzą. Niektórzy wędrowcy /i ja do nich należę/ też potrzebują wypić kawę, pokąpać się w bezpiecznie urządzonym kąpielisku, zrobić siku i to drugie nie pod krzakiem. Gdy miasto odwraca się plecami do rzeki, to mamy, co mamy. Nabrzeża pełne odchodów poprzykrywanych papierkami i fruwające jednorazowe kubeczki i tacki. Nie sądzę, że zostawiają je „mieszczuchy”.Kiedyś brałam udział w spływach kajakowych i niestety zniechęcił mnie do nich brak udogodnień i kawy w miejscach, do których przybijaliśmy. Niestety… Cuchnące „wzgórki’ nakryte papierkami, zniekształcały widzenie piękna przyrody i odczucia wyższe, głębsze…Karawany też przybywają do miejsc bardziej cywilizowanych i oaz, by się napić gorącej herbaty z miętą, wykąpać i odpocząć. A na szlakach karawan stoją wsparte na czterech kijach zadaszone kawiarnie.Tak więc droga Koleżanko – po mojemu – jedno drugiego wcale nie wyklucza i cywilizacja z naturą na szlakach turystycznych powinna się uzupełniać…Czy to przejaw natury mieszczucha? Może i tak…

        Polubienie

      2. Kawę pijam namiętnie podczas wędrówek także, z tym,że noszę ją w termosie a czasem gotuję na malutkim kocherku. Na tymże kocherku przygotowuję jedzenie …może dziwak ze mnie ale takie „biwakowanie” ma dla mnie swój urok.

        Polubienie

      3. A pewnie, że ma swój urok. Też noszę kawę w termosie. Wystarcza mi tylko na 1 dzień, a kuchenki i wszystkiego innego to już nie dałabym rady teraz nosić na własnych plecach, jak to za dawnych lat bywało…

        Polubienie

  2. Witaj BET,zauroczony jestem zwłaszcza początkowym bardzo romantycznym fragmentem opowiadania. Myślę, że nie miałabyś najmniejszych problemów w pisaniu poematów miłosnych – powinnaś spróbować, chętnie bym poczytał !A powracając na ziemię, zachwalasz białe wina mozelskie i marzysz o uprawie winorośli. Uprawa winorośli i wyrób wina to nic trudnego. Jeżeli masz nawet niedużą działkę to jesteś w stanie pić własne wino ! Ja mam na działce dwa krzewy winorośli. Na jesieni zebrałem 20 kg winogron, dodałem do tego 16 kg aronii, syrop z 18 kg cukru i 36 litrów wody oraz „matkę” z drożdży winnych rasy Burgund i ………….zrobiłem wino, które w tej chwili dojrzewa a ja wykańczam resztki zeszłoroczne. Białych win prawie nie pijam (są wodniste i zbyt słabe) a smakują mi ciężkie, mocne wina hiszpańskie i portugalskie (typu Madera i Malaga) oraz Vermuty. Moje wino o pięknym rubinowym kolorze jest do nich zbliżone w smaku i mocy. Muszę jednak szczerze przyznać, że aby zrobić wino to trzeba się napracować. Ale warto się potrudzić bo nagrodą jest doskonałe własne wino, którym właśnie teraz wznoszę toast za zdrowie Wszystkich Przyjaciół Blogowych !!!

    Polubienie

    1. Rozwinął się temat winno-winnicowy… Ciekawy i smaczny, no to przycupnę i pooblizuję się ;)Z win domowej produkcji najbardziej smakuje mi wino z głogu. Niestety, nie zachował się przepis mojego taty. Pamiętam tylko, że zrywanie głogu nie jest przyjemne.

      Polubienie

      1. Moja droga, kiedyś dawno, dawno temu robiłam wina z dzikiej róży. Owoce zbierałam póżną jesienia, po przymrozkach. Było niezłe jak na tamte chude czasy.Mam jeszcze w piwnicy butelkę z datą – uwaga! 1986 !Boję się ją otworzyć!

        Polubienie

      2. ALELLO, nie musisz się TYLKO oblizywać ………Zaś jeśli chodzi o przepis na wino – to są one typowe dla podobnego rodzaju owoców.Wina pite w umiarkowanych ilościach są bardzo zdrowe, zwłaszcza z głogu lub aronii.Przy chorobach serca stosuje się nalewki ( wyciągi alkoholowe ) z głogu, które można kupić w aptece.Pozdrawiam

        Polubienie

    2. Listów miłosnych nie można pisać „na zamówienie”…Żałuję,że dopiero niedawno jest możliwość uprawy winorośli w naszym klimacie. Niedawno wyhodowano specjalne odmiany wytrzymujące nawet nasze mrozy.Gdyby tak było w czasach gdy wybierałam drogę zawodową to…kto wie czy nie miałabym teraz winnicy. Ale kibicuję tym którzy taką uprawę prowadzą nawet na dużą skalę.Dzięki za toast! Chętnie się przyłączam

      Polubienie

      1. Przyjaciółko BET,nie miałem na myśli listów miłosnych tylko poematy miłosne typu „Romeo i Julia”.Serdecznie pozdrawiam

        Polubienie

      2. No…nie !!! Porównanie, choć bardzo dalekie , do autora Romea i Julii – to zaszczyt nie lada…Przyjmuję jako komplement z duuuuuuuużym przymróżeniem oka…

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s