Polka na niemieckiej ziemi

No to dzisiaj sobie ponarzekam….

Urlop w Bawarii – największy i najładniejszy ponoć region urlopowy Niemiec. Przyjeżdżamy w samym środku sezonu turystycznego, u podnóża Alp, niedaleko stolicy landu – Monachium – wita nas…..wielka cisza i kompletnie pusty, ogromny parking przeznaczony dla takich jak my turystów. Trochę mnie to dziwi, bo:

jest lato, wakacje, urlopy

przepiękna kraina pełna krystalicznie czystych  jezior

– atrakcyjne Alpy

pobliskie Monachium

    W Polsce, w takich miejscach aż się roi od turystów a tu…pusto! Poszukiwania kempingu były krótkie. Urocza polanka nad brzegiem górskiego jeziorka ….a na placu dwa namioty! Znowu pusto i cicho. Nasi sąsiedzi to stadko dorodnych łabędzi, bez obawy zaglądających do namiotu. Szef pojawia się na kilka godz w ciągu dnia, dogląda pozamykanych w wszelkie sposoby sanitariatów naszpikowanych automatami wrzutowymi. Żeby mieć ciepłą wodę do umycia rąk lub prysznic : „wrzuć monetę, wrzuć monetę…”

                            Pobliska wieś jest śliczna.

                blog_gn_334926_5895586_tr_dom_malowany_bawaria

Malowane domy tonące w kwiatach, uliczki czyściutkie ale….ani jednego człowieka ! Nawet psy nie szczekają , jak to na wieś przystało. Śliczne domy otoczone szczelnymi płotami – nic nie zobaczysz, żadnego śladu życia. Jest mały supermarkecik spożywczy oraz poczta – uwaga / ! / czynna 1,5 godz dziennie !

Ale, ale przecież przyjechaliśmy podziwiać krajobraz . Tu doprawdy rozczarowania nie ma.

 blog_gn_334926_5895586_tr_kraj_bawaria

   Bawaria to land katolicki. W krajobrazie widać ogromną ilość kościołów ozdobionych charakterystycznymi „cebulastymi” wieżyczkami. Wnętrza bogate w malowidła i zdobienia. Miejscową ludność można zobaczyć /jednak można !/ jak w strojach regionalnych wędrują na niedzielne msze. Stroje bawarskie są piękne . Kobiety ubierają  suto marszczone, długie spódnice i sznurowane na piersiach gorseciki. Spore dekolty bufiastych bluzeczek ozdabiają bukiecikami polnych kwiatów. Panowie prezentują się znacznie gorzej – w tych śmiesznych skórzanych porteczkach, w kapelusikach  zakończonych kitkami piór. Doprawdy – komiczne przebranie!

 blog_gn_334926_5895586_tr_stroje_bawarskie

  Ulubioną rozrywką bawarczyków są piwne biesiady. Ogromne namioty-hangary wypełniają się tłumem dziwacznie ubranych mężczyzn pochłaniających hektolitry piwa.

 blog_gn_334926_5895586_tr_bawarski_fest

 Piwo pija się w kuflach o pojemności 1 litra / mniejszych nie ma !/ A jeśli jakaś turystka z Polski zażąda mniejszej porcji, spotyka się z wyraźną dezaprobatą otoczenia . Piwo jest słabiutkie, zawiera ok 3% alkoholu, o nijakim smaku – najwyraźniej liczy się  ilość. Podziwiam kobiety-kelnerki , które serwują do stolików jednorazowo 5 do 6 takich kufli niosąc je w dwóch rękach. Nie lada siłę trzeba mieć w tym fachu ! Bawarscy mężczyźni w skórzanych portkach, okazują się dość prostolinijni, a nawet obcesowi – bez żenady opróżniając swoje pęcherze wprost na ziemię nieopodal namiotu. Przypuszczam,że to konieczność , bo żadna turystyczna toaleta nie pomieściłaby takiej ilości cieczy przepływającej przez bawarskie organizmy.

                         A co pysznego można tu zjeść  ? ? ? 

                      blog_gn_334926_5895586_tr_bawarskie_specjaly

W towarzystwie  ogromnego kufla piwa występują  precle. To rodzaj pieczywa- dość gumiaste i słone …. gdzie im do krakowskich obwarzanków ! Do tego  białe kiełbaski. Takie „niby- parówki” z czegoś białego i mdłego w smaku.  Wolałam nie wnikać w szczegóły ich receptury. Nietaktem i dziwactwem jest,  spożywanie tych kiełbasek za pomocą noża i widelca. Trzyma się to w palcach i wysysa jej zawartość. Taki zwyczaj… trudno.

 W nagrodę mamy  hektary przepięknych łąk ozdobionych pasącymi się krowami. Jak na reklamie czekolady Milka – aż się dziwię, że krowy nie są fioletowe. Krowia biżuteria to wielkie metalowe dzwonki, których dźwięk jest tak dla Bawarii charakterystyczny….naprawdę urocze !  blog_gn_334926_5895586_tr_bawaria

 Bawaria to Kraina Jezior. Największe w tym rejonie -Starnbergersee – naturalne zaplecze weekendowe dla Monachijczyków. Bogatych Monachijczyków – oraz niemieckich prominentów,  którzy mają tu swoje liczne rezydencje, pływają luksusowymi jachtami. Jezioro krystalicznie czyste, aż zachęca do kąpieli. Niestety, niekiedy trzeba wędrować  długie  kilometry aby trafić na miejsce dostępne dla zwykłych ludzi. Wszędzie teren prywatny – wstęp wzbroniony ! Takie tablice widnieją  licznie na ogrodzeniach z drutu kolczastego .To ulubiony przez Niemców materiał do wyznaczania granic prywatnych posesji ……i nie wiem  czy tylko mnie się to tak okropnie kojarzy????

  Cóż, lepiej tak nie myśleć ale wędrować cudnymi szlakami wokół tych malowniczych jezior, rozkoszować się widokiem szczytów alpejskich i klejnocików architektury w postaci bajkowych zameczków i rezydencji dawnych książąt bawarskich. Najsłynniejszy z nich – Królewicz Ludwik II – zwany tu powszechnie „stukniętym królewiczem” specjalizował się w budowie takich cukrowo-lukrowanych, kiczowatych zameczków. Troszkę kiczu nikomu nie zaszkodzi, więc polecam! 

      Szkoda ,że ten ,tak piękny kraj, taki mało przyjazny jest dla turystów.Nie czuję się tu mile widziana, peszy mnie mały ruch turystyczny, liczne szyldy typu: „Verboten” i „Ruhe Tag” itp ….

Do tego, wciąż pada deszcz. Mam pecha i zawsze trafiam na deszczową pogodę. Mokra i zniechęcona konserwuję w pamięci cudne widoki ale…. postanawiam obrać inny kierunek podróży…..

Reklamy

11 myśli na temat “Polka na niemieckiej ziemi

  1. Bawaria to od nas rzut beretem. Oprócz pieknych krajobrazów i zapewne przepysznych precli niewiele bym zyskała bo piwa nie lubię, a podejrzewam że zycie towarzyskie przy nim się toczy. A co z jodłowaniem? nie pomyliłam się chybą, że to właściwy region dla tej muzyki.

    Polubienie

    1. Masz rację jodłowanie to specjalność alpejska…powinno być a nie ma, przynajmniej na użytek turystów. Kolejny minus dla tego regionu…A może oni to robią prywatnie, przy goleniu??? Hmmmm, trzeba sprawdzić….

      Polubienie

  2. W deszczu lubię to, co po deszczu, czyli krople wody na liściach, lśniącą trawę, tęczę, oczyszczone powietrze, którym można się inhalować robiąc głębokie wdechy…Wakacje w deszczu zawsze uważałam za zmarnowane, dlatego już dawno zmieniłam kierunek wakacyjnych podróży, aby były bez mokrych nóg, kichania, łamania w kościach, aspiryny … 😉 :)Z tymi jeziorami w Niemczech to chyba wszędzie tak jest. Ja byłam na północy i też nie znaleźliśmy dostępu do jeziora, nad które pojechaliśmy na koniec tygodnia. Zasieki z kolczastego drutu, siatki, płoty… Makabra! Niegościnny kraj! Ciekawi mnie, czy to aż tak wielkie zamiłowanie do prywatności, czy obawa przed złodziejami nagminnie okradającymi plaże – tylko z czego? Z piasku? Pomostów? Widziałam wiele prywatnych plaż w różnych krajach, ale wszędzie tam możliwy był spacer brzegiem jeziora, a ogrodzone, albo i nie posesje znajdowały się w pewnej odległości od linii brzegowej.

    Polubienie

    1. Niemcy mają wrodzoną awersję do „obcych” oraz bardzo wrażliwą sferę prywatności. Tak już mają .Dostęp do linii brzegowej jezior oraz rzek i mórz regulują przepisy prawne tzw „prawa wodnego”. Nie znam tych paragrafów nienieckich ale w Polsce jest tak,że nawet właściciel prywatnej posesji powinna gwarantować dostęp do wody dla wszystkich. Dotyczy to jednak niektórych wód. Inaczej traktowane są rzeki a inaczej jeziora i morze. Tu chyba tkwi probem – uregulowania prawne w danym kraju. Bo woda jest traktowana jako dobro ogólnonarodowe i inne paragrafy się stusuje niź w przypadku prywatnej własności gruntów. Trochę to zawiłe ale mniej więcej o to chodzi.Osobnym problemem jest teź to,że nie wszyscy prywatni właściciele stosują się do litery prawa i grodzą wszystko w myśl zasady: ” co moje to nie rusz” – pewnie w Niemczech też.A my, tutyści , musimy często obejść się smakiem…

      Polubienie

  3. Hej Mróweczko, wspomniałaś coś o zmianie kierunku wędrowania. Nieśmiało zatem pozwolę sobie zapytać, czy będą jakieś notki o przygotowaniach do tegorocznej mrówczej wędrówki? Czy przypadkiem z jakimiś faraonkami się nie zadałaś i nie zbałamuciły Ciebie na jakieś bezdeszczowe manowce?Nie żebym tam… no wiesz… ale lubię także posty „przed…podróżnicze” czytać… 😉 :)))

    Polubienie

    1. Nie, moja droga. Zmiana kierunku dotyczy jeszcze podróży „byłych”…Teraźniejszość zostawiam na „po powrocie”. Przygotowania, no cóż, to byłyby notki z cyklu „podróże nieduże” czyli relacje z zakupów, a to chyba mało interesujące….a faraonki to jeszcze przyszłość…Ćwiczę pozdrowienia w ich języku!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s