Krajobrazowa bombonierka

Ktoś powiedział, że Szwajcaria to najpiękniejszy w Europie kraj.

Można się z tym zgodzić zważywszy pomieszczenie na stosunkowo małej powierzchni takich cudów jak wiecznie ośnieżone szczyty Alp, wielkie jak morze Bodeńskie Jezioro, krystalicznie czysty i pędzący z zawrotną prędkością Ren, wieści o niezwykłej czystości i uroku miast i miasteczek, legendy o szwajcarskiej precyzji. Wszystko kusi i woła: „zobacz mnie, zobacz i poznaj koniecznie”!

Stało się to latem 2007. Urlopową bazę założyliśmy w narożniku utworzonym z granic Francji, Niemiec oraz Szwajcarii. Na ulubionej francuskiej ziemi, która okazała się najbardziej dla kempingowych turystów przyjazna. Stąd do Szwajcarskiej granicy tylko 20 kilometrów.  Na tej granicy od razu miła niespodzianka! Posterunek celny pusty, nie ma kontroli paszportowej ani celnej… wjazd wolny jak we wszystkich krajach EU. Druga miła niespodzianka czekała na stacji benzynowej bowiem ceny paliwa atrakcyjne, taniej tu niż w Polsce. Hulaj dusza! Tankujemy do pełna i ruszamy poznawać ten cudowny krajobraz.

Jesteśmy na terenie północnego rejonu Jury Szwajcarskiej w kantonie Bazylea. Wszystko tu przypomina moją rodzimą Jurę Krakowsko-Częstochowską. Podobne wapienne skały, ukształtowanie terenu. Łagodne zrazu wzgórza i pagóry wypiętrzają się w pewnym miejscu dość stromo i wysoko. To jest wyzwanie bowiem ze szczytu oglądać można przecudną panoramę Alp. Trudno, jurajską górę trzeba pokonać, aby dobrać się do tego widoku. Wspinaczka trwa godzin kilka. W spiekocie lipcowego słońca, ostro pod górę dokładnie i prawidłowo oznaczonym charakterystycznymi, żółtymi tabliczkami szlakiem wędrowców. Uff… sap i sap… ufff… pot zalewa oczy, plecak ciąży lecz zapowiedź widokowych wrażeń dodaje sił. Jest, szczyt! Jeszcze kilkaset metrów na skraj górskiej hali. Jest, nasz punkt widokowy ! Co widzę? Nic, dolina przed nami zasnuta gęstą jak śmietana mgłą. Nic, kompletnie nic nie widać, nawet odrobiny zarysu górskich szczytów! Buuuu…… A miało być tak pięknie…buuuuuu…….

Na pocieszenie pozostaje napawanie się łagodnym, po drugiej stronie szczytu, krajobrazem jurajskim. Cóż, Alpy zawiodły, więc odpoczywamy na szwajcarskiej łące. Łąka to przecudna! Rośnie tu koniczyna będąca przysmakiem Fioletowych Szwajcarskich Krów. Uprawa idealnie czysta, pozbawiona chwastów, równa jak stół! Soczysta i pachnąca tak, że aż chce się być tu krową! Jak okiem sięgnąć pola uprawne tak zadbane, że robią wrażenie wyprasowanych wielkim żelazkiem. Żadna roślina nie jest tu przypadkowa, żadne drzewo nie rośnie krzywo, nawet przydrożne krzewy wydają się uporządkowane. Szwajcarska precyzja, nie ma co!

To ta właśnie szwajcarska precyzja i perfekcjonizm kazała funkcjonariuszom miejscowej policji ścigać górskim szlakiem nas, turystów, którzy zaparkowaliśmy  swój samochód o kilka centymetrów za daleko od krawężnika. Niewiele, około 15 cm za daleko. Pościg nie miał na celu ukarania niesfornych gości, ale pouczenie o niestosowności zachowania. Obowiązek to obowiązek i basta. Nawet jeśli jego spełnienie wymaga wędrówki górskim szlakiem.

Kolejna wizyta na Szwajcarskiej ziemi kieruje nas do stolicy kantonu, Bazylei.

Z przyjemnością spacerujemy po uroczych uliczkach tego miasta, podziwiamy Czerwony Ratusz, ale prawdziwy zachwyt budzi płynący tu wartko Ren. Zadziwia krystalicznie czysta woda, niezwykle silny nurt tej rzeki. W centrum miasta urządzono tu miejskie kąpielisko. Plażę zastępują drewniane podesty. Kąpiel w nurcie Renu wymaga nie lada odwagi. Z podziwem obserwuję śmiałków dających się porwać rwącej rzece. To nie jest pływanie, to jest szaleńcza jazda wśród pędzących fal. Jakimś sposobem pływacy wydostają się na brzeg, aby powrócić pieszo do punktu startu i znów wskoczyć w nurt. Przypomina to zjazd sankami z górki. Myślę, że jest to rodzaj miejscowego sportu i powód do przechwałek potem, przy kieliszku wina.

Z przyjemnością obserwuję miłość Szwajcarów do swojej narodowej flagi. Powiewa ona dumnie na wielu miejskich budynkach, nierzadko zdobi wiejskie zagrody nawet te położone samotnie, z dala od osiedli, wśród zieleni i lasów.

A podczas narodowego święta malutkie flagi ozdabiają wszystko: ciasteczka w cukierni i jajka w spożywczym sklepie. Urocze, prawda?

Szwajcario, jesteś europejską bombonierką, potwierdzam!

Reklamy

4 myśli na temat “Krajobrazowa bombonierka

  1. Klik dobry:)
    A może ta mgła na Wasze szczęście zakryła widoki. Ktoś mi opowiadał, że gdy tam się znalazł, to tak mu dech zaparło, że długo z zachwytu dojść do siebie nie mógł i stał tam zupełnie zamurowany przez parę godzin.

    Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s