z plecakiem przez 3 krainy – ludzie

Cechą wspólną obywateli Zachodu jest niechęć do rozmowy w obcym dla nich języku. Mistrzami są Niemcy, którzy uważają, że cały świat powinien mówić po niemiecku. Nie wymagam znajomości polskiego ale np. angielski? Faktem jest, że znajomość języka zachodniego znacznie poprawia samopoczucie i dodaje pewności siebie. We  Francji można się znakomicie porozumiewać na „migi”, niektórzy znają angielski i niemiecki, ale niechętnie się do tego przyznają.

W moim prywatnym rankingu narodów sympatycznych prym wiodą Francuzi.Zdecydowanie. Wprost bije od nich serdeczność. Widać to w sposobie witania się. Całkiem obcy ograniczają się do bardzo uprzejmego „Bonjour Madam” ale już w kontaktach osobistych obowiązuje całowanie w policzki, koniecznie 3 razy!!!

Na ulicach i w parkach często można spotkać grupki mężczyzn grających w Boule /kule/. Jest to ich gra narodowa, trochę podobna do bilarda. Duże, ciężkie kule toczy się lub rzuca po ziemi w kierunku wyznaczonego celu.Wygrywa kula, która znajdzie się najbliżej celu – tak w uproszczeniu.Niby nic wielkiego ale Francuzi potrafią grać godzinami, sącząc przy tym ,oczywiście, czerwone wino.

No, ale sympatię do Francuzów mamy niejako we krwi.Prawdziwą niespodziankę potrafią sprawić Niemcy.W tym przypadku o wrodzonej sympatii nie ma mowy.Tym bardziej dziwi jak wiele zyskują przy bliższym poznaniu. Niemcy bardzo chętnie się śmieją!

Obowiązkowy uśmiech sprzedawców i kelnerów to norma.Ale w kontakcie codziennym, między sobą,też są pogodni.Jakże inaczej i milej brzmi wtedy język niemiecki. Język ten posiada nawet pewną melodię.Codzienne powitanie i pożegnanie „Tschuss” wymawiane jest z charakterystycznym zaśpiewem – naprawdę ładnie to brzmi. Są to ludzie na ogół bardzo nieufni i zamknięci.Swoje domostwa otaczają szczelnie płotami,zakrywają roślinami tak, aby nikt obcy nie zobaczył czegokolwiek. Trudno zostać zaproszonym np. na wspólny posiłek.Jeśli już odwiedzasz kogoś w domu to możesz liczyć co najwyżej na coś do picia i to nie zawsze. Chyba,że Panowie umawiają się na piwo…Bo to napój wszechobecny i nieznany mi jest przypadek aby jakiś Niemiec nie pił piwa. Cóż..nikt nie jest doskonały…

Sportem narodowym Niemców jest…sortowanie odpadów.Zajmują się tym chętnie, poświęcając weekend na wywożenie swoich nagromadzonych śmieci  do dużych sortowni.Zbudowano cały bardzo skomplikowany system ograniczający ilość odpadów.Napoje sprzedawane w plastikowych butelkach /w tym piwo!/obłożone jest wysoką kaucją.Pieniądze odzyskuje się oddając puste butelki do automatów  sortujących je wg wzrostu.Jest to na tyle skuteczne,że nikomu nie opłaca się opakowań tych wyrzucać. Bo napojów „plastikowych” wypijają Niemcy ogromne ilości.

Zadziwia mnie także niebywała dyscyplina i poszanowanie do nakazów. Wszystkie zarządzenia i paragrafy są przestrzegane bez wyjątku. Oni nie  znają  zjawiska „protest”.

Byłam świadkiem takiego zdarzenia: w restauracji jeden z klientów zachowywał się agresywnie w stosunku do swojej żony.Personel wydał krótkie polecenie : Pan ma zakaz wejścia do tego lokalu. Osobnik natychmiast wyszedł a po chwili poprosił obcego przechodnia aby ten podszedł do jego żony wciąż siedzącej w lokalu i wyniósł mu zapomniane klucze od mieszkania.Sam, nie odważył się złamać wydanego właśnie zakazu wejścia.

Niemców można polubić…wymaga to trochę większej tolerancji ale jest możliwe.A wiele możemy się od nich nauczyć.

Reklamy

2 myśli na temat “z plecakiem przez 3 krainy – ludzie

  1. Witam Przyjaciółko :-))To tu się ukrywasz, a raczej ciężko pracujesz (wiem co to nowy blog), no pięknie, cieszę się bo opowiadasz o krajach, które tylko widziałam z okien autokaru. Dziewczyny niemuszę nigdzie wyjeżdzać , wystarczy mi poczytać Wasze blogi, ha, ha, ha. Ale nie widzę zdięć, idę poszukać, pa .

    Polubienie

  2. Ja na podróże wybieram gorące klimaty, gdzie temperatura serc, zachowań, otwartości, rozmów… powoduje, że człowiek ładuje akumulatory na całą długą zimę i staje się pogodniejszy.We Francji (nie licząc turystycznych wyjazdów) byłam prawie rok. Uciekłam. Było mi na duszy smętnie i zimno. Z krajów europejskich najlepiej czuję się w Hiszpanii. Wychodzę na miasto i mam wrażenie, że wszyscy mnie znają.- O -la! O -la! Skąd jesteś? Gdzie mieszkasz? A co ci dają jeść? Smakuje?Jestem w parku. Wstaję z ławki i odchodzę.-Już idziesz? Spieszysz się? itd…itp…Tam, gdzie mieszkałam w Hiszpanii, całe prawie osiedle starało się chociaż jedno-dwa słowa powiedzieć do mnie po polsku, albo francusku, bo wieść o tym, że jest Polka, która kuma co nieco po francusku obiegła bary lotem błyskawicy w jeden wieczór. We Francji nie spotkałam się z tym. Byłam samotna wśród ludzi. Francuskiego dopiero się uczyłam (poziom znajomości języka z liceum mizerny się okazał), więc może dlatego tak odebrałam Francję.Ale całuski razy trzy pamiętam doskonale. Sympatycznie bardzo:) Nawet z domownikami, u których mieszkałam – zupełnie obcymi dla mnie ludźmi, codziennie przed pójściem spać buzi-buzi-buzi.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s